„W śnieżną noc” – Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle

„W śnieżną noc. Świąteczne opowiadania o miłości” – John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle

Tytuł oryginału: „Let It Snow. Three holiday romances”

Wydawnictwo: Bukowy Las

Liczba stron: 335

 Cała książka dzieli się na trzy opowiadania, które są ze sobą subtelnie powiązane. Gdzie gdzieniegdzie czytając, mogliśmy zobaczyć jakiś odnośnik do poprzedniego, co bardzo mi się podobało.

Pierwsze, napisane przez Maureen Johnson, nosi tytuł „Podróż Wigilijna” (org. The Jubilee Express) i jest dla mnie zdecydowanie najlepszym. Przebija nawet popularnego obecnie Johna Greena.

Rodzice szesnastoletniej Jubilatki zostają tymczasowo aresztowani, a ona jedzie pociągiem do dziadków, aby spędzić z nimi Wigilię. Przez zamieć śnieżną pociąg ulega uszkodzeniu, dziewczyna musi z niego wysiąść. W najbliższej kawiarni spotyka Stuarta, który oferuje jej pomoc.

Opowiadanie czyta się bardzo szybko, styl pisania pani Johnston jest bardzo przyjemny, sama historia Jubilatki wciągająca i ciepła, czuć świąteczny klimat. Przywraca wiarę w ludzi i jest bardzo romantyczna. Z chęcią przeczytałabym jakąś kontynuację tej historii.

Druga to „Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy” (org. A Cheerastic Christmas Miracle) Johna Greena.

Trójka przyjaciół – Tobin, JP i Diuk – dostaje telefon  od znajomego, który namawia ich, aby przyjechali do kawiarni Waffle House, gdzie trening urządzają sobie cheerleaderki z tego samego pociągu, co Jubilatka. Udają się w tą podróż, próbując prześcignąć innych.

Cóż, to opowiadanie było przesycone stylem Johna Greena, który powoli zaczyna mnie męczyć. Pan Green ma naprawdę ciekawe pomysły na swoje książki, ale w moim odczuciu postacie kreowane przez niego są zwyczajnie bardzo do siebie podobne. Ten sam sarkastyczny styl, dziwne zainteresowania czy zwyczaje… Powoli zaczyna mnie to nudzić, szczególnie po przeczytaniu jego niedawno wydanej w Polsce książki „19 razy Katherine”.

Opowiadanie nie jest złe, ani nie jest szczególnie porywające, ale po panu Greenie spodziewałam się nieco więcej.

Autorką ostatniego opowiadania jest Lauren Myracle, której książki znane są także w Polsce. „Święta patronka świnek” (org. The Patron Saint of Pig) ukazuje historię Addie, która załamuje się po rozstaniu z chłopakiem Jebem. Zaczyna sobie uświadamiać, jak wielką jest egoistką. Obiecuje swojej przyjaciółce, że odbierze jej zwierzątko ze sklepu zoologicznego, na które długo czekała. Niestety Addie znowu daje plamę i stara się wszystko naprawić.

Tę część przeczytałam tylko dlatego, że myślałam, że będzie lepiej. Dotarłam do końca i NADAL nie było dobrze. Opowiadanie pani Myracle było po prostu słabe, a czytanie go irytujące. Irytująca była Addie, irytujące jej zachowanie, irytujący sposób myślenia… Już na pierwszej stronie użala się nad sobą, jest taką pustą dziewczyną, niemyślącą racjonalnie. Zakończenie, według mnie, nie pokazało żadnej zmiany w niej.

Przez to wiem, że raczej nie sięgnę już po żadną książkę napisaną przez Lauren Myracle. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Maureen Johnson i uważam, że jej twórczością warto się zainteresować (szczególnie, że niedługo premiera pisanych przez Cassandrę Clare Kronik Bane’a, których Johnson jest współautorką). John Green nie zaskakuje, jego powieści czytam już tylko dla fabuły, bo bohaterowie robią się podobni jak dwie krople wody.

Ogólnie uważam jednak, że nie był to dla mnie stracony czas, a samą książkę warto przeczytać, czasami jednak trochę się dystansując od bohaterów.

Ocena: 6\10